Zespół aktorski

Aktorzy

Grzegorz Grabowski

Grzegorz Grabowski

Absolwent Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. L. Solskiego w Krakowie.

12.02.2009 – Narodowy Stary Teatr, Kraków

W roli zagubionego na własnym pogrzebie don Juana, w teatralnej medytacji „Nic” Krzysztofa Garbaczewskiego, Grzegorz Grabowski charyzmatycznie przełamuje patos Leśmianowskich wierszy „w których śmierć splata się z erotyką, a język kreuje niezwykłe światy” (Joanna Targoń, „Gazeta Wyborcza”). Z kolei w „Niech żyje Polska/Sztuka prawicowa” Radosława B. Maciąga zaskakuje widzów, bawiąc się konwencjonalnym postrzeganiem figury złego gestapowca. To on także współtworzy sukces „Wesela” Jana Klaty, gdzie jako bronowicki Kuba uwodzi i daje się uwieść miejskim pannom.

Występ w dyplomie „Niby Alaska” (2007) przyniósł mu nagrodę ZASP-u na festiwalu szkół teatralnych w Łodzi i Marta Award na Międzynarodowym Festiwalu Szkół Teatralnych w Brnie. Chłopięce warunki czynią z niego idealnego wykonawcę ról cierpiących nadwrażliwców, jak: Eyolf w spektaklu „Brand. Miasto. Wybrani” wg Ibsena w reżyserii Michała Borczucha, nieszczęśliwie zakochany Sak w „Panu Tadeuszu” wg Mickiewicza w reżyserii Mikołaja Grabowskiego czy George Gibbs w „Naszym mieście” Wildera w reżyserii Szymona Kaczmarka. Przejmująco zagrał rolę Syna i Jeńca wojennego w operującym mocnymi środkami dramacie Mariusa Ivaškevičiusa „Masara”. Aktor potrafi zaskoczyć witalnością, tężyzną i siłą ekspresji, co udowodnił w „Weselu hrabiego Orgaza” Klaty czy „Piekarni” i „Anatomii Tytusa. Fall of Rome” Klemma. Przejmującą do bólu postać naiwnego, upartego Chłopa, z którym nikt się nie liczy – zarówno na co dzień, jak w chwilach dziejowego zamętu – stworzył w „Bitwie Warszawskiej 1920” duetu Strzępka/Demirski. „Chłop (Grzegorz Grabowski) może by i przystał do tworzonego na Białostocczyźnie oddziału Armii Czerwonej, ale odruchowy lęk nie pozwala. (…) przeganiany z kąta w kąt przez Marszałka i bez przerwy zmuszany do odgrywania slapstickowej choreografii śmierci – umiera nie w imię ojczyzny, ale dlatego, że po prostu przeszkadza i drażni. Jego niezauważalna, błyskawiczna śmierć jest przeciwieństwem celebrowanej, efektownej agonii księdza Skorupki – pisała Joanna Wichowska w Dwutygodniku.com. – Chłop, chociaż zastrzelony, ożywa i natrętnie powraca w kolejnych scenach – jak wyrzut sumienia i głos rozsądku, którego nikt nie chce słyszeć. (…) coś tam próbuje tą swoją gwarą tłumaczyć, ale nic z tego jąkania nie sposób zrozumieć. Tym bardziej że w chłopskim słowniku «niepodległość» nie występuje.”

Grabowski zwrócił uwagę w wysmakowanym wizualnie „Woyzecku” wg Büchnera w reżyserii Mariusza Grzegorzka: „Obłąkany Karol (Grzegorz Grabowski), którego przydomek mówi sam za siebie, swoją piosenką, zbudowaną na połączeniu (…) dziecięcej wyliczanki i okrutnego komentarza do wydarzeń, zakreśla klamrę kompozycyjną spektaklu” (Aleksandra Szpilkowska „Teatraliach”). Z przekomicznym zaangażowaniem i szaloną determinacją aktor wcielił się również w trzy „historyczne” postaci (Władysław/Jan Sobieski/Wrosoch) z panteonu indywiduów prześmiewczego „Króla Ubu” w incenizacji Jana Klaty. (afw, db)

W teatrze

W repertuarze

Pozostałe